Podoba mi się moje życie.
To, co wydarzyło się wczoraj, a opiszę to poniżej, znów pokazało mi, ile mamy mocy w sobie.

Dzisiejszy dzień poświęcam na ćwiczenia. Chcę więcej cudów i większej wiedzy. Wciąż mam gęsią skórkę na myśl o tym, co stało się wczoraj…

A więc:

Na początek dziękuję w imieniu Andrei:
🌸 Emilia
🌸 Iwona
🌸 Joanna
🌸 Małgosia
Przekazałam życzenia, był bardzo uradowany i prosił, by Wam podziękować.

Spędziliśmy cudowny dzień i wczoraj po raz pierwszy wypróbowałam nowe metody, jakby je nazwać… “przewidywania przyszłości”?

Nie do końca to jest właściwe określenie, ale po kilku dniach intensywnych ćwiczeń, wczoraj “zobaczyłam” 2 razy, co się zadzieje za kilka, kilkanaście minut i za każdym razem było to dokładnie to, co pokazało mi się w umyśle.

Pierwszy przypadek. Morze spokojne, w niektórych miejscach dosłownie jak nieruchoma tafla kisielu. Chciałam zrobić zdjęcie, gdy płynęliśmy, ale nic nie widziałam na telefonie (zapomniałam w domu rozjaśnić ekran, który ściemniam do maksimum zawsze wieczorem 🤣).

Efekt kisielu jest imponujący i surrealistyczny, widoczny tylko od strony morza.

Andrea poszedł pod wodę od razu, gdy rozłożyliśmy się na lądzie, ja miałam zejść póżniej. Najpierw chciałam poćwiczyć jeszcze, co skwapliwie zrobiłam.

Podczas ćwiczenia zobaczyłam ogromne fale, które na nas idą. Hmmm, ciekawe, morze spokojne, cudna pogoda, skąd fale? Poza tym jesteśmy poza otwartą przestrzenią.

Wszystkie prognozy pokazywały, że może będzie gładkie jak stół.

Kolejne ćwiczenie – widzę motorówkę, która stoi w zupełnie innym miejscu, niż tam, gdzie zacumowaliśmy.

Ok. Skoro mi się to wyświetliło w umyśle, zrobię z tego użytek. Robiłam to pierwszy raz, więc byłam ciekawa, czy to tylko moje urojenia, czy prawda.

Zeszłam na brzeg rafy i czekałam, aż Andrea wróci, wsłuchując się w plusk wody odbijający się od motorówki.

Kiedy już Andrea wrócił, poprosiłam go, by przeniósł kotwicę w miejsce, które mu dokładnie wskazałam według tego “urojenia”.

Oprócz nas, na dwóch maleńkich pontonikach przypłynęło 6 osób i ulokowali się na niedalekich, wystających z wody wysokich skałkach, gdzie mogli tylko stać.

Andrea przesunął motorówkę, wsiadł do niej, zaczął zdejmować piankę gdy….

Niewiadomo skąd i dlaczego, przyszła fala.
Nawet teraz, gdy to piszę, dziwnie się z tym czuję.

Motorówka z Andreą w środku po prostu fruwała. Fala za falą wściekle atakowała brzegi raf, na których byłam ja i tamci ludzie. Oni nie mogli nic zrobić. Fale z pianą rozbijały się wyżej nad nimi, mocząc ich i próbując zrzucić do wody.

Andrea był spokojny. Miał trochę większą kołysankę, ale znajdował się w samym środku akwenu. Gdyby nie przesunął motorówki, byłoby po niej. Roztrzaskałaby się na rafach.

W tym miejscu zdarzają się fale, ale nie takie wielkie i nie w tych okolicznościach. Kiedyś o tym już pisałam.
W ogóle wydarzyło się wczoraj bardzo dużo zjawisk, ale już normalnych, naturalnych, tyle, że pięknych.

Tekst jak zwykle długi, lecz chciałam Wam opowiedzieć, co się zadziało i jak wielkie możliwości mamy. Tym bardziej mnie to zachęciło do kontynuowania ćwiczeń.

Ważne, żeby ćwiczyć, a nie tylko czytać o ćwiczeniach. Tylko w ten sposób ma się rezultaty.
Wiedza nie przychodzi wtedy, gdy szukamy, ale wtedy, gdy jesteśmy gotowi na jej użycie (nie magazynowanie).

Miłej niedzieli! 🌸