• 1
    ZDROWIE
    Pierwszy i najważniejszy filar Twojego życia, to dobre zdrowie. Czy jesteś szczęśliwa, gdy cierpisz? ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • 2
    KARIERA
    Tylko 3-4% ludzi na świecie osiąga swoje cele. Wiedziałaś o tym? Poznaj sekrety prostego budowania niezależności ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • 3
    CZAS WOLNY
    Trzeci filar jest tak samo ważny. Masz zdrowie, masz pieniądze, ale nie masz czasu cieszyć się życiem? ♡
    JAK TO ZMIENIĆ?
POZNAJMY SIĘ
Witaj!
Na początek troszkę o filozofii Metamorfoza Online Projekt powstał z potrzeby ucieczki z błędnego koła miliarda reklam o programach dietetycznych, gdzie dopiero podczas rozmowy dowiadujesz się o konieczności nabywania produktów.Jest tego mnóstwo w sieci i wiem, bo sama wiele razy podałam swoje dane. ♡
PRZEJDŹ DO CAŁEGO WĄTKU
CZYTAJ WIĘCEJ

Zacznij czytać tutaj

Najnowsze na blogu

Nawet nie wiem, jak to opisać, bo z czymś takim jeszcze się nie spotkałam


Używam go od 5 dni. Dzisiaj jest szósty dzień i wezmę go po południu sam, bo rano wypiłam specjalny koktajl, w którym już jest specyfik, o której chcę opowiedzieć, ale o tym w innym wpisie.

No więc... Mam 53 lata, już prawie 54. Od ponad roku maltretuje mnie menopauza, albo klimakterium. Nie chce mi się teraz googlować, co jest czym. Nie wiem na sto procent, ale wiadomo, o co chodzi :))))

Nigdy nie rozumiałam kobiet skarżących się na fale gorąca i inne objawy z tym związane i chyba za karę tak strasznie cierpię, że aż mi się żyć odechciewa. Jestem daleka od faszerowania się lekami, bo leki z definicji leczą i takie jest ich zadanie. Natomiast o powrocie do zdrowia trudno mówić.

Całe życie byłam zmarzluchem z zimnymi stopami i ogrzewanie w domu musiało być na full. Często na 28 stopni, a ja i tak uważałam, że możnaby było podkręcić jeszcze. Gdy dopadła mnie ta zołza menopauza, wszystko uległo zmianie. Śpię w letniej piżamce, odkryta, przy otwartym oknie nawet w górach. W Alpach, gdzie byłam ostatnio. 2 stopnie a ja przy otwartym oknie całą noc.

Nigdy nie wiem, jak się ubrać, bo przez moment jest mi zimno, a za minutę już zaczynam parować i szukam wanny z lodem. No koszmar jakiś. Nie rozumiem tego, bo to jest totalny rollercoaster. Cierpię straszliwie i do szału mnie to doprowadza.

No i... zamawiam sobie Cudny pakiecik z fajnymi produktami bo dostałam cynk, że są fenomenalne. 3 dni później kurier dostarcza przesyłkę. Boże... cieszę się jak dziecko, bo tyle się już nasłuchałam niesamowitych opinii, że ja też natychmiast chcę to na sobie wypróbować.

Moje pierwsze wrażenie? Przyjemny wygląd, barrrdzo zachęcający. Po otwarciu pojemnika i zdjęciu zabezpieczenia oczom moim pokazuje się różowiutkie cudo i mój nos czuje cudny, owocowy zapach.
Od razu go przygotowuję i piję, ale zapominam o zaleceniach, jak się to przygotowuje i jak się to pije i wychylam duszkiem, bo to takie dobre jest!

Wiem już, że będą za parę minut pierwsze efekty. Dzwoni sąsiadka do drzwi i chce czegoś ode mnie. Pomagam jej i ona sobie idzie. Nie wiem ile to trwa, ale po jej wyjściu orientuję się, że się zaczęło. Ja nie mogę! Dzieje się!

Przez ostatnie kilka dni jestem hiper mocno zestresowana sytuacją w pracy i zmianą firmy, z która współpracuję. Nie jest łatwo. Przy stresie fale gorąca są jakby jeszcze bardziej wściekłe i wydaje mi się, że jestem jak reaktor jądrowy w fazie awarii.

OK. Występują wszystkie objawy, o których wiem, że mają się pojawić, trwają chwilę, najbardziej czuję je tam, gdzie jest umiejscowiony mój stres i gdzie najwięcej adrenaliny mi się ostatnio nazbierało, czyli głowa i uszy. Z ciekawością obserwuję swoje odczucia i tak mnie to cieszy, że skakać mi się chce.
Baba po 50, która pije jakiegoś drinka i cieszy się jak szczerbaty na widok suchara.

Ale kurczę, czuję się bosko. Po kilkunastu minutach wszystkie objawy ustępują, a nie są jakieś uciążliwe, tylko się je po prostu czuje. Nic nie boli ani nie jest to nieprzyjemne. Powiedziałabym, osobliwe, bo nowe.

Efekt mija i dociera do mnie, że pozbyłam się całkowice stresu z głowy. Tam zawsze mam ogromny ucisk, kiedy coś się dzieje i to wszystko minęło, jak ręką odjął. Czuje się rozluźniona i fizycznie zmęczona, jakbym z siłowni wróciła. Endorfiny szaleją i głupawka mi się włącza. Mimo zmęczenia czuję, jakbym ładowała baterie i chce mi się biegać po mieszkaniu. Trochę to głupie, ale tak to mogę określić.

Te efekty są spowodowane rozszerzeniem żył, dotlenieniem i dowitaminizowaniem dzięki kosmicznej technologii, o której jeszcze za dużo nie wiem, ale chętnie sie dowiem, natomiast efekt jest fantastyczny.
Z kolei na noc biorę coś, co ma uzupełnić minerały oraz elektrolity i teraz bomba!

Zaczęłam w poniedziałek, a mamy czwartek. Już w drugim dniu prawie kompletnie zniknęły u mnie fale gorąca. Pojawiało się jedynie lekkie ciepło, ale takie, że jak się czymś zajęłam, to o tym zapomniałam i nie przypominam sobie innych, co w porównaniu z omdleniami w sklepie któregoś razu jest szokujące dla mnie. Normalnie trzymam obok wachlarz i natychmiast otwieram okna na oścież, a że pracuję online, to ludzie z mojego zespołu tylko patrzą przez monitor, jak otwieram okna, zamykam okna, otwieram okna, zamykam okna, i tak w kółko macieju.

No obłęd jakiś.

OK, już w drugi dzień znikają fale gorąca. W poniedziałek wieczorem kładę się spać i pierwszy raz nie otwieram okna. Nie wiem ile spałam, ale budzę się z zimna. Jako, że jestem leń, nie chce mi się ruszać. Myślę sobie, zasnę i obudze się rano. Ale nie. Nie mogę zasnąć. Stopy zimne, kulę się, kolana podciągam pod brodę i nic nie pomaga.

Wyskakuję z łóżka, biorę mój ukochany różowy cieplutki szlafrok, owijam się nim i bum do łóżeczka.

Pierwsza noc od stycznia, czyli 10 miesięcy męki, od kiedy śpię, jak normalny człowiek. Jak całe wcześniejsze życie. Na dodatek jest jeszcze jeden ważny szczegół.

Od miesięcy źle śpię. Budzę się po 3:00 lub 4:00 i koniec. Nie da się. To też wykańcza. Sen jest bardzo ważny, wszyscy to wiemy. Jednak menopauza to jest straszne cholerstwo. I ta pierwsza noc, kiedy jest mi zimno, trwa 4 godziny dłużej. Śpię jak dzidziuś 11 godzin!!!

Kolejna noc to samo, jeśli chodzi o ciepłotę ciała, ale już się wycwaniłam, ubieram podkoszulkę i piżamkę z polaru. Budzę się już po 8 godzinach dobrego snu i kolejna rzecz...

Tak wiem, wciąż ta menopauza, ale przybrało mi się 6 kilo... zupełnie z powietrza. I dzisiaj, podczas wideokonferencji macam się po boczkach. Macam i macam i najpierw nie zdaję sobie sprawy, co czuję, ale już po chwili wiem! Moje boczki są jakby zwiotczałe. Jakby mniej napięte. Może to tylko moje pobożne życzenie, ale z pewnościa będę informować, bo póki co jestem niewymownie zachwycona.

Wiem, że to zaledwie kilka dni, ale dla kogoś, kto cierpi, każda minuta jest na wagę złota!

Tu muszę dodać, to, czego używam, to wcale nie jest jeszcze produkt docelowy dla kobiet, które mają dolegliwości związane z przekwitaniem, a mimo wszystko już ma tak kosmiczne działanie!